Niedzielny poranek w Ciudad Quesada
Wyjechałem z La Fortuna nieco po ósmej w niedzielny poranek bez żadnego planu, poza tym, żeby przez kilka godzin nie być na głównej ulicy. Nic złego się z nią nie działo. Tyle razy przechodziłem obok tych samych tablic z wynajmem i tych samych biur wycieczkowych, że mógłbym wyrecytować ich szyldy z pamięci, i chciałem zobaczyć coś, co nie zostało zbudowane z myślą o mnie. Czterdzieści pięć minut później parkowałem w pobliżu targu w Ciudad Quesada i nie wyjechałem stamtąd aż do wczesnego popołudnia.
Ciudad Quesada nie jest tajemnicą. To faktyczna stolica kantonu San Carlos, dystryktu, do którego formalnie należy La Fortuna, a większość turystów przejeżdża przez jego obrzeża autostradą, nigdy nie zwalniając. Nie ma tu wodospadu, mostu wiszącego ani widoku na wulkan. Jest za to, w niedzielę, targ, który wylewa się z krytej hali na okoliczne ulice: skrzynki pomidorów i yuki, wiszące płaty wołowiny, plastikowe wiadra, maczety, gumowe buty w każdym rozmiarze, kobieta sprzedająca wyłącznie tamales zawinięte w liście bananowca prosto z lodówki turystycznej. Nic z tego nie zostało ułożone z myślą o zdjęciu.
Pierwszą godzinę spędziłem po prostu chodząc między straganami, niewiele kupując, głównie słuchając. Sprzedawcy nie rozmawiali między sobą o turystach; rozmawiali o cenach bydła, o płocie, który trzeba naprawić, i o tym, czy przed obiadem spadnie deszcz, co w tej części kraju zwykle się zdarza. San Carlos to przede wszystkim kraina mleczarstwa i hodowli bydła, a targ czytał się jak księga rachunkowa tej gospodarki rozłożona na składanych stołach. Po raz pierwszy w tym tygodniu byłem gdzieś w tym regionie, co nie było, w żaden bezpośredni sposób, zorganizowane wokół ludzi takich jak ja.
W połowie poranka targ zaczął pustoszeć, a plac przed kościołem zaczął się zapełniać. Rodziny przybywały w odświętnych ubraniach na drugą mszę dnia, dzieci w wyprasowanych koszulach kopały piłkę na skraju placu, podczas gdy rodzice rozmawiali, a wózek z lodami robił stały interes pod drzewem, które było wyraźnie czyimś stałym miejscem, nie moim. Kilka przecznic dalej trwał niedzielny mecz piłki nożnej na ziemnym boisku, oglądany przez może czterdzieści osób, które chyba wszystkie się znały. Nie zrozumiałem każdego żartu wykrzyczanego z linii bocznej, ale zrozumiałem kształt tego poranka: to było miasto przechodzące przez swój własny cotygodniowy rytm, taki sam w niedzielę przed moim przyjazdem i w niedzielę po moim wyjeździe.
To jest różnica, do której wciąż wracam myślami. Główna ulica La Fortuna to dobra, uczciwa turystyczna ulica — nie sądzę, żeby była fałszywa — ale istnieje ona z naszego powodu. Jej restauracje, stoiska z pamiątkami, budki ze zjazdami linowymi zostały zbudowane, by odpowiedzieć na pytanie, które przywożą ze sobą turyści: co dziś zrobić.
Ciudad Quesada odpowiada na zupełnie inne pytanie, niemające nic wspólnego z turystyką: czego to miasto potrzebuje w tym tygodniu. Sklep mięsny, sklep z paszą, apteka, trzy konkurujące ze sobą sklepy z narzędziami w promieniu stu metrów. Można zadać pytanie, czy La Fortuna nie stała się zbyt turystyczna, i otrzymać prawdziwą, dyskusyjną odpowiedź. Takiego pytania nie da się zadać o Ciudad Quesada, bo turystyka nigdy nie była tu założeniem.
Chcę być szczery, że przez większość tygodnia i tak robiłem dokładnie to, co robi tu każdy. Dwa dni wcześniej odbyłem
wędrówkę do podnóża wulkanu Arenal z lokalnym przewodnikiem
, a wieczorem przed tą niedzielą kąpałem się w
gorących źródłach Los Lagos
— obie rzeczy polecam bez wahania.
Nazajutrz po Ciudad Quesada wróciłem do
jednodniowego biletu do gorących źródeł Paradise
, bo bolały mnie nogi i wcale tego nie żałowałem. To nie jest żadna sprzeczność. La Fortuna sprzedaje gorące źródła i wędrówki na wulkan, bo naprawdę warto je robić, a ja robiłem je, bo chciałem, nie z obowiązku.
Ale to niedziela w Ciudad Quesada jest tym porankiem, o którym naprawdę myślę, gdy ktoś pyta, jak wygląda San Carlos, bardziej niż jakakolwiek pojedyncza godzina spędzona w samej La Fortuna. Nie została wyreżyserowana pod dobrą historię i właśnie dlatego taką się stała. Nikt na tym targu nie odgrywał dla mnie „autentycznej Kostaryki”; robili po prostu swoje zakupy. Różnica między tymi dwoma rodzajami poranków jest, jak sądzę, uczciwą odpowiedzią na pytanie, dlaczego takie miejsce w ogóle warto odwiedzić.
Chcę być równie jasny co do tego, czego nie twierdzę. To nie jest namowa, by wpisać Ciudad Quesada do planu podróży wynajętym samochodem między wodospadem a mostami wiszącymi, i sprzeciwiałbym się, gdyby ktoś próbował to w coś takiego zamienić. Nie ma tu kasy biletowej, stałych godzin otwarcia, przewodnika, niczego, co przetrwałoby zaplanowanie.
Jeśli pojedziesz tam oczekując atrakcji, wyjedziesz zdezorientowany, co właściwie miałeś zobaczyć, i dwukrotnie ominie cię sens tego miejsca. To działa tylko jako luźny poranek bez planu, taki, który łatwo pominąć, przeglądając listę spraw dla pierwszy raz przyjeżdżających albo starając się unikać typowych błędów — tego miejsca nie ma na żadnej z tych list i nie powinno go tam być.
Dojazd przebiegł bez przygód, co samo w sobie jest lokalną lekcją. Droga z La Fortuna w stronę Ciudad Quesada przecina kilka regionalnych jednopasmowych mostów, tych, na których szybko uczysz się, kto ustępuje pierwszeństwa, a kto nie, i jest gładsza niż większość dróg, które napotkasz, jadąc bez napędu 4x4 dalej w stronę Bijaguy czy Sarapiquí. Obiad w jednej z sodas przy placu kosztował mniej niż kawa z ciastkiem na głównej ulicy La Fortuna, co coś mówi o tym, ile naprawdę kosztuje tydzień tutaj, gdy choć na pół dnia wyjdziesz poza gospodarkę turystyczną.
Nie wiem, po ilu nocach La Fortuna zaczyna wydawać się powtarzalna — to zależy od osoby i od tego, ile dni poświęcasz temu regionowi — ale wiem, że jedna zwyczajna niedziela w miasteczku, które nie miało mi nic do sprzedania, powiedziała mi więcej o tym, gdzie tak naprawdę byłem, niż jakikolwiek czas spędzony tam, gdzie wszystko było na sprzedaż. Jeśli masz wolny poranek i żadnego planu, to jest cała rekomendacja. Nic bardziej zorganizowanego niż to.
tours.Field notes
Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.
GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.


